Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki "Dom Polski" - Zakrzewski Dom Kultury

Łomatko

Spotkanie szóste  - "Łomatko"

 

O SPEKTAKLU NAPISAŁA MARTA SEREDYŃSKA

 

Marta Seredyńska

Tańczę słowem

Mamo… Matko… Łomatko!

 

Date: Kwiecień 14, 2017  Author: mseredynska

 

"Ta moja mama, ta ukochana, ta, która była zawsze obok. Czasem płakała, ale nigdy z mojego powodu. Żyła lat…  Mikołaj Mikołajczyk z Grupą Spektaklową GS Zakrzewo znów zaskoczył – tym razem podczas festiwalu Nowe Epifanie/Gorzkie Żale. Spektakl, który pokazali porusza bardzo mocno, wręcz „wbija w fotel”.

Wchodzę do foyer Teatru Studio. Od razu czuję na sobie przenikliwe spojrzenie. Po chwili zauważam kilkanaście innych twarzy – to przepięknie sportretowana Grupa Spektaklowa GS Zakrzewo. Piotr Brzeziński – autor zdjęć , instruktor koła fotograficznego „Oczy szeroko otwarte” z M-GOK w Wyrzysku idealnie ukazał każdego z członków zespołu. Z fotografii bije prawda – nie ma tu retuszu czy specjalnej korekty, każdy pokazany jest naturalnie. Przez to odbiór całej wystawy jest bardzo poruszający – a to dopiero początek wrażeń.

„Łomatko!” to szósty spektakl Mikołaja Mikołajczyka i Grupy Spektaklowej GS Zakrzewo. Zupełnie inny niż pozostałe. Wcześniej artysta przyzwyczaił nas do zbiorowych energetycznych tańców, do przeżywania skrajnych emocji: od radości do wzruszenia. Tym razem jednak uczucia te ustąpiły powadze. Podniosły nastrój przybliża przedstawienie do pewnego rodzaju religijnego i duchowego doświadczenia. Jeśli ktokolwiek uważa, że estetyka spektakli Grupy Spektaklowej GS Zakrzewo jest zawsze podobna, jest w błędzie. To nieustanny rozwój, powodujący, że każde doświadczenie z zespołem jest niepowtarzalne i wyjątkowe.

W spektaklu nie brakuje komentarzy dotyczących współczesności – już w pierwszej scenie pojawia się tekst o smogu, zabawny i dosadny. Głównym tematem jest jednak figura matki – zarówno Matki Boskiej, jak i tej znanej każdemu z codzienności. To bardzo znamienne, że w pracy dominuje kolor niebieski – kojarzący się powszechnie z Maryjnymi motywami. Jednocześnie scenografia oraz światło, wykorzystane w „Łomatko!” charakteryzują się wyrazistością, pięknymi połączeniami kolorystycznymi, które podkreślają charakter każdej sceny, podzieleniem przestrzeni na plany gry zarysowane przez światło (brawo Łukasz Błażejewski i Henryk Szopiński). Wielka błękitna suknia, podwieszona przez wykonawców pod sufitem jest niczym symbol Matki Boskiej. Idealnie wygląda przede wszystkim w sekwencji, kiedy cała grupa niczym w transie wygłasza modlitwę „Zdrowaś Maryjo”.

Tak zaczyna się najdłuższa sekwencja w spektaklu, w której wykorzystany został „Angelus” Wojciecha Kilara. Seniorzy oraz młodzież zaczynają recytować tekst znanej modlitwy do Matki Boskiej, wykonując przy tym serię mechanicznych ruchów. Choreografia oparta jest tu na niewielkich gestach i zaledwie kilku krokach, powtarzanych i zapętlających się. Słowa modlitwy uwypuklają wizerunek Maryji, powtarzane wielokrotnie sprawiają, że można mieć wrażenie uczestniczenia w zbiorowym doświadczeniu mistycznym, wychwalającym Matkę Boską. Jednakże ten grupowy trans staje się coraz bardziej natężony, słowa tracą powoli swój sens, stają się automatycznie wypowiadanymi frazami. W pewnym momencie zastanawiam się nad samą istotą modlitwy – czy nie jest tak, że często wypowiadamy jej treści bez zastanowienia, machinalnie? Mikołajczyk uświadamia w ten sposób, że każde słowo ma wielką siłę, nie można pomijać jego znaczenia, bagatelizować. Tak właśnie rozpoczyna się utwór Kilara, który podczas warszawskiej premiery wykonał chór „Grochów” pod dyrekcją Mai Kłoskowskiej, a wraz z nim Małgorzata Wojciechowska (śpiew), Maciej Zakrzewski i Jakub Mitoraj (muzyka). Trudno opisać takie przeżycie – niesamowicie emocjonalne, wyciszające, a zarazem wprowadzające w stan refleksji. Modlitwa do Matki Boskiej zabrzmiała dzięki temu bardzo wymownie, niczym zbiorowe wołanie przepełnione wiarą w siłę religijnych symboli. Jednocześnie było w nim coś wzbudzającego niepokój – ta bezgraniczna ufność, doprowadzająca do transu, to zbiorowe prawie mistyczne doświadczenie, w które mimowolnie zaczynałam się angażować. Przepiękne, a jednocześnie ukazujące jak często możemy stracić poczucie duchowego zaangażowania w kontakcie z religią.

To nie jest jednak spektakl poświęcony Matce Boskiej, a figurze matki w ogóle. Świadczy o tym symboliczne zerwanie dużej błękitnej sukni, wiszącej pod sufitem. Wygląda to niczym obalenie mitu tej jedynej, idealnej matki ludzkości. Bo przecież każda z kobiet, pełniących w życiu tę funkcję jest tak samo ważna. Podkreślają to nieustannie seniorzy, uświadamiając jak istotna jest mama w życiu każdego z nas. Humorystyczny opis kobiecej postaci kojarzy się z dziecięcymi wyobrażeniami na temat mamy, podkreślona zostały głównie jej cechy fizyczne, z którymi zapoznajemy się już od momentu narodzin. W innej scenie każdy wypowiada frazę „moja mama lubi…”, wymieniając ulubione kwiaty swojej rodzicielki. Wszyscy weseli, radośni, przemierzają scenę trzymając się za ręce. Ten grupowy „wężyk” przypomina mi szkolne akademie z okazji 26 maja, tym bardziej, że seniorzy ubrani są w białe koszulki i czarne spodnie z szelkami – przywodzą na myśl rozbawioną klasę, która uczcić chce święto ku czci ich mam. Wywołuje to pewne wzruszenie, ukazuje, że w każdym momencie życia matka jest dla nas ważna. Co istotne, Mikołajczyk w żaden sposób nie infantylizuje, nie umieszcza seniorów w kontekście sytuacji wymuszonych – każdy ruch i każde słowo jest tu naturalne, a dzięki temu prawdziwe. Choreograf nie stawia przed wykonawcami także zadań, którym nie podołaliby, uwypuklając zalety seniorów z Grupy Spektaklowej GS Zakrzewo. Nawet jeżeli ktoś pomyli się, wybacza się mu te niewielkie błędy, bowiem każde działanie jest tu szczere. Zdecydowanie wolę oglądać prawdę bijącą ze sceny w „Łomatko!” niż wymuszone pseudointelektualne wywody niektórych twórców rodzimego teatru.

W pewnym momencie sama zaczynam się zastanawiać, jakie kwiaty lubi moja mama, ile pięknych momentów z nią przeżyłam, jak duża emocjonalna więź mnie z nią łączy. To niesamowite, że tak proste środki użyte w przedstawieniu niosą ze sobą tak wielkie emocje, wywołują wiele wspomnień. Na szczególną uwagę zasługuje zdecydowanie Litania Zakrzewska. Złożona z wypowiedzi seniorów, tworzy ogólny obraz kobiety-matki, rodzicielki wszechczasów, niezastąpionej i wyjątkowej. Poszczególne zdania wzbudzają śmiech, ale i zadumę, aż w końcu robi się bardzo poważnie: „żyła lat…, umarła kiedy miałem lat…”. Dla osoby młodej te słowa brzmią strasznie. Kiedy patrzę na spokojne twarze seniorów, widzę, że przyjmują rzeczywistość z pokorą, godząc się na to, co przyniesie los. Dla mnie pewne sytuacje są niewyobrażalne – gdyby dziś zabrakło obok mnie jednej z najważniejszych osób w moim życiu, nie wiem jakbym to przeżyła. Jestem bowiem przyzwyczajona, że mama jest – nawet jeśli daleko, to istnieje cały czas. Przerażający staje się fakt, że kiedyś będę musiała powiedzieć o niej w czasie przeszłym. Mikołajczyk wraz z „dziadkami” z Grupy Spektaklowej udowadnia, że do niektórych momentów w życiu trzeba dojrzeć, a doświadczenie pomaga w pogodzeniu się z codziennymi realiami, które bywają trudne.

Struktura „Łomatko!” składa się głównie z sekwencji zbiorowych. To chyba najciekawsza pod tym względem praca Grupy Spektaklowej GS Zakrzewo, najdojrzalej skonstruowana. Każdy z wykonawców ma tutaj swoją rolę, każdy jest ważny, wnosi coś nowego w sceniczną przestrzeń. Scenograf, a zarazem autor kostiumów, Łukasz Błażejewski w intrygujący sposób skontrastował ze sobą młodzież i seniorów. Starsi wyglądają niczym uczniowie z dawnych lat, młodsi mają z kolei na sobie kolorowe obcisłe kostiumy. Najbardziej wyróżnia się tu Mikołajczyk – jego trykot ma właściwości fluorescencyjne, widoczny jest w różnych ustawieniach świateł, dzięki czemu podkreślona została jego rola – przewodnika, prowadzącego grupę. Artysta zaskakuje także ruchowo – gdzie się podziały patetyczne uniesienia rąk, dotykanie ciała? Tym razem mamy do czynienia z przemierzaniem sceny przy użyciu kroków salsy. Ta nowa jakość ruchowa sprawia, że tancerz eksponuje swoje ciało w inny niż dotychczas sposób, sprawia, że zwracam uwagę na wszystkie partie jego ciała, które falują z niesamowitą lekkością i wyczuciem. Przyznać trzeba, że wszystkie fragmenty ruchowe w spektaklu stworzone zostały ze smakiem oraz poczuciem subtelności. Justyna Kalbarczyk podczas swojego solowego tańca eksponuje elastyczność oraz zdecydowanie, po raz kolejny (po „Projekcie Ognisty Ptak”) pokazuje, jak płynne mogą być jej kolejne przejścia, jak estetycznie konstruuje kolejne posunięcia swojego ciała. Przed Łukaszem Rochną reżyser postawił natomiast inne , nie tylko taneczne zadanie – opowiada on historię kobiety o imieniu Róża zamieszkałej Złotowszczyznę (tereny, na których znajduje się Zakrzewo) kilkadziesiąt lat temu, podkreślając przy tym trudy życia każdej kobiety-matki oraz niesprawiedliwość i absurdy, z jakimi muszą one się mierzyć.

Bardzo profesjonalnie wygląda choreografia jednej z ostatnich scen spektaklu – w dynamicznym tańcu Rochna, Kalbarczyk oraz młodzież z Grupy Spektaklowej przemierzają przestrzeń. Towarzyszące im ciemnoniebieskie światło podkreśla energetyczność tej sekwencji oraz ruchów tancerzy, które wyeksponowane są szczególnie w momentach zejścia do parteru. To świetny kontrast dla „Angelusa” Kilara – także nieco transowy, jednak o zupełnie innym charakterze i dynamice. Towarzyszące tańcowi obrazy wizualne, na których widzimy seniorów w różnych sytuacjach przywodzą na myśl bieg ludzkiego życia: od narodzin do śmierci, jednak z zaznaczeniem momentów trudnych dla kobiety-matki. Materiał ten przypomina z jak wieloma sytuacjami i problemami mamy współcześnie do czynienia, jak wiele wizerunków matki pojawia się w opinii publicznej.

Nie mam wrażenia, że Mikołajczyk poruszyć chciał zbyt wiele tematów – wręcz przeciwnie, w jego działaniu widzę przede wszystkim dużą konsekwencję. Każda z postaci pojawiających się na scenie odznacza się dużą siłą charakteru, przyciąga uwagę. Można zarzucać, że twórca tym razem wybrał temat zbyt powszechny, zwyczajny – moim zdaniem jednak to w prostocie znajduje się siła artystycznego przekazu. Niepotrzebne są tu nowomodne zawiłości – to przekaz emocjonalny jest bowiem najważniejszy, to on sprawia, że zmienia się nasz sposób postrzegania świata, zwracamy uwagę na rzeczy, które do tej pory bagatelizowaliśmy. I pod tym względem Mikołajczyk osiągnął mistrzostwo.

Ostatnia sekwencja jest niczym z surrealistycznego filmowego obrazu – oto na scenie pojawia się duża płachta materiału, która szybko rozrasta się. Napompowana tworzy wielką poduchę, przykrywającą tańczącą w poprzedniej scenie młodzież. Po raz kolejny pojawia się Wojciech Kilar – tym razem instrumentalny utwór z filmu „Smuga cienia” nadaje klimatu działaniom wykonawców. Jednocześnie trudy z jakimi zmagał się bohater filmu, a zarazem książki Josepha Conrada o tym samym tytule, dotyczą każdego człowieka. Mikołajczyk podkreśla w ten sposób zmagania kobiety-matki, pokazując, że w końcu zostaną one nagrodzone. Artyści próbują wdrapać się na falującą poduchę, opanować ją w jakiś sposób, aż kładą się na niej i dają się porwać naturalnym reakcjom swoich ciał. Czyżby ta mozolna podróż, którą jest nasze życie kończyła się właśnie w taki sposób? Czy tak właśnie wygląda niebo?

Mikołaj Mikołajczyk i Grupa Spektaklowa GS Zakrzewo – dziękuję za to piękne i wzruszające przeżycie. Dziękuję, że dzięki Wam po raz kolejny mam ochotę powiedzieć: mamo, kocham Cię.

 

Łomatko!

Reżyseria i choreografia: Mikołaj Mikołajczyk
Scenografia: Łukasz Błażejewski

Więcej zdjęć - link poniżej:

http://fotografia.mgokwyrzysk.pl/spektakl-teatralny-lomatko-grupa-spektaklowa-z-zakrzewa-w-teatrze-studio-w-warszawie-24-03-2017/

Zegar

Kalendarium

Rok wcześniej Miesiąc wcześniej
Grudzień 2017
Miesiąc później Rok później
Pon Wt Śr Czw Pt Sb Nie
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Imieniny